KUCHNIA

Dlaczego już nigdy więcej nie posadzę imbiru?

Początek wiosny to idealny moment, aby rozpocząć własną, doniczkową uprawę imbiru. …Tak moi drodzy dokładnie rok temu przygotowałam sobie tego posta. Miało być tak pięknie, oczyma wyobraźni widziałam jak wyhoduję imbirowe kłącze wielkości pytona, a tu taki pipek. Zacznę od początku i pozostawię to co napisałam pierwotnie, bo imbir jest wart uwagi.

Dlaczego imbir?

Właściwości lecznicze i aromat imbir zawdzięcza przede wszystkim olejkom eterycznym i żywicom. To kłącze posiada dużą ilość substancji przeciwzapalnych, dlatego tez zalecany jest w przypadku przeziębień jak i w leczeniu przeciwreumatycznym. Olejek zawarty w kłączu pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego, działa żółciopędnie, rozkurczowo i leczy wzdęcia. Znane jest także jego działanie przeciw mdłościom.

Jako przyprawa polepsza smak tłustych i mdłych potraw, idealnie nadaje się do potraw słodkich, ciasteczek, bułeczek czy też jabłek. Dobrze komponuje się z: zielem angielskim, liściem laurowym, pieprzem i gałką muszkatołową.

imbir

Potrzebujesz (naczytałam się mądrych książek i gazet):

kawałek świeżego imbiru z żywym pączkiem minimum 6 cm, czyli jasnozielonym, nabrzmiałym oczkiem

*znajdziesz bez problemu w każdym markecie

szeroką doniczkę

dobrą próchniczą  ziemię doniczkową

DSC01912

DSC01915

DSC01913

DSC01916

Sadzimy zielonymi/żywymi pączkami do góry i przykrywamy 2 cm warstwą ziemi.  Imbir lubi ciepełko, tj. temp. nie niższą niż 23 C oraz stale wilgotne podłoże, ale nie topienie od czasu do czasu.

DSC01917

Posadzony 17 lutego, maksymalnie po 4 tygodniach powinien pojawić się pęd. Pojawił się po 3 miesiącach!

Sądny dzień nadszedł w niedzielę 12 marca 2017, kiedy to wzięłam się za przygotowanie curry z czerwoną fasolą, będąc przekonaną, że jak zawsze mam imbir w lodówce. Nie było. Nie było wyjścia, zresztą zabierałam się do wykopania tego cuda jak przysłowiowy jeż, tym bardziej, że Misza (moja w sumie nówka kotka) namiętnie grzebała w doniczce i złamała jeden badylek.

Chciałam go teatralnie wyrwać, ale badylek się zerwał, oho co tam pyton, anakonda będzie pomyślałam. Wzięłam łopatkę, po kilku sekundach grzebania moim oczom ukazało się to:

Taaaa…., akurat 1 cm potrzebny był mi do obiadu.

Podsumowując, ponad rok podlewania, walki z kotami i taki pikuś, w sumie jeszcze mniejszy nić ten który posadziłam. Jestem skazana na kupowanie imbiru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.