Bez kategorii

Przebudzenie seniority Prim. Natalia Sanmartin Fenollera

przebudzenieOd samego początku można przewidzieć jakie ta książka będzie mieć zakończenie, i faktycznie brnie się przez tą historię całą książkę, ale o dziwo nie kończy się aż tak oczywiście. Nie trzeba być geniuszem, że książka jest o pannie Prim, trafia ona do małego miasteczka w poszukiwaniu czegoś innego odpowiadając na niecodziennej ogłoszenie o pracę. Znajduje ją jako bibliotekarka, której zadaniem będzie uporządkowanie niezwykłego księgozbioru, której właścicielem jest „Mężczyzna z fotela”.  Panna Prim, odkrywa, że miasteczko jest poniekąd sztucznie stworzoną kolonią, w której jest nawet koło feministek,

biorących sobie za cel znaleźć jej męża (sic!), niektóre kobiety mogą się oburzyć (tak, tak, należę do nich), ale Panna Prim, sama przed sobą musiała przyznać,… że właściwie nie była przeciwna idei małżeństwa. Publicznie zawsze twierdziła coś wręcz przeciwnego, ale podobnie jak wiele kobiet jej pokroju odrzucała to wszystko, czego- jak się obawiała- nigdy nie zdoła osiągnąć… Można się oburzać na to stwierdzenie, ja przeczytawszy to aż fuknęłam, ale może coś faktycznie w tym jest. W samej książce spodobała mi się właśnie idea tej koloni, utopijna ale jakże piękna, gdy przybywał do miasteczka nowy mieszkaniec to szukano dla niego pracy jakiej mógłby się podjąć, a to stwierdzano że kiosku nie ma, a przydałby się, a to piekarnia itd. W książce bardzo wiele jest odniesień do literatury, co czynią ją bardziej ambitną niż klasyczne „babskie” czytadło, i przede wszystkim skłoniło mnie do uzupełnienia swojego księgozbioru o „Małe kobietki”, które podobno są podstawową książką, aby dobrze wychować dziewczynkę (no zobaczymy, czeka w kolejce do przeczytania).

W skali od 0 do 10 daję tej książce 7.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.