Wycieczka po Toruniu w doborowym towarzystwie Olympusa

Ten kto z Was śledzi mnie na FB ten wie, że od kilku tygodni bywam w weekendy w Toruniu. Te wyprawy nie są turystyczne, ale związane z moja największą pasją, jaką jest joga. Nie powiem, żeby fakt umiejscowienia tej szkoły właśnie w Toruniu dodatkowo nie wypłynął  na jej wybór, bo bardzo lubię zwiedzać Polskę, a…

Krem słonecznikowo-pomidorowy, czyli co na kanapki zamiast hummusu?

Pewnie jako jedna z małej wegusów nie lubię humusu i nie przepadam za kaszą jaglaną. Z czymś jednak trzeba jeść kanapki, bo nie samym curry i ciastem człowiek żyje. Moim ulubionym wytrawnym kremem/pastą na kanapki jest właśnie ta na bazie słonecznika.  Robię kilka wariantów smakowych, ale przedstawiam Wam pomidorowy jako pierwszy, z bajglami smakuje wyśmienicie….

Bajgle pomidorowo-bazyliowe

Bajgle czekoladowe piekę już regularnie 2 razy w tygodniu, i przy pomyślnych wiatrach trafia mi się aż jeden. Postanowiłam zrobić wersję pod swój gust, czyli wytrawną. Na nic to się zdało, te pomidorowe dzieciakowi też smakują 🙁 Tu znajdziecie bajgle na słodko i dokładną instrukcję, jak je zakręcić. Składniki na 4-5 bajgli: 300 g mąki…

Kokosowe ciasto z winogronem

Jak pamiętacie w weekend upiekłam jabłecznik i rozszedł się w tempie ekspresowym. Miśka była tak zła, że nie dostała drugiej porcji, że dosłownie od razu zabrałam się za ukręcenie kolejnego ciasta. Jedyne owoce jakie miałam poza bananami to były resztki winogron, więc połączyłam je z wiórkami  kokosowymi i wyszło fajne wilgotne  ciasto. Tym razem dosłownie…

Wegańska grochówka

Wegańska grochówka w pierwszej chwili zakrawa na oksymoron, bo jak nic kojarzy się pływającymi kawałkami mięcha, Misiek coś o żeberkach  nawet wspominał i o boczku, a mi to się głównie kojarzyła z potężną ehhm niestrawnością powiedzmy 😉 Zrobiłam, a jakże wersję wegańską, jeszcze dorzucając tofu i mój „będący wege kiedy ja patrzę” mąż stwierdził, że…

Kawałek szczęścia, czyli lekki wegański jabłecznik

Misiek miał życzenie na cyt.” normalne ciasto z jabłkami, a nie jakieś wydziwiane”, zupełnie nie wiem o co mu chodzi 😉 , ale podjęłam się zadania, zajęło mi  to 15 minut (przygotowanie). Ciast rozeszło się jeszcze ciepłe w 10 minut, tyle że zdążyłam zrobić zdjęcia, a Nina była zbulwersowana, gdy po chwili przyszła po drugą…