Co robię, gdy mi w życiu nie idzie, czyli Viva ja.

Mam coś takiego,  że jak mi się w życiu coś „pierniczy”, to albo idę do fryzjera, sprzątam albo remontuję. Ze względów praktycznych (upały) wygodniej mi jest w długich włosach, więc obcięcie ich odpadało. Posprzątane było, więc został remoncik. Wymyśliłam sobie, że zrobię delikatny lifting altanki, ot takie tam pomalowanie okien, no i drzwi ewentualnie. Wybrałam się do ulubionego „męskiego” sklepu, nakupowałam pędzęlków, tacek, puszeczkę niebieskiej farby i 10 litrów białej bejcy, bo stwierdziłam, że w środku odświeżę.  Zapakowałam samochód i odpalam samochód, ale Pan z obsługi sklepu coś do mnie machał. Ze względów na swój podły nastrój, byłam pewna, że pewnie świateł nie zapaliłam, sprawdziłam-były. Druga myśl, że pewnie mu się muza w samochodzie spodobała, bo akurat wałkowałam „byłaś serca biciem” Zauchy , albo że po prostu machał mi na do widzenia, bo był tak miły, w sumie wszystko mi zaniósł do samochodu. Dotarłam do domu, a że zakupy na tyle mi poprawiły humor- no i ten miły Pan 🙂 , to odłożyłam malowanie na dwa dni.  Nadeszła wiekopomna chwila, okleiłam okna, zabieram się za malowanie i się okazuje, że nie ma tej najważniejszej, niebieskiej farby. Wysłałam Mańka z paragonem do sklepu, bo dotarło do mnie, że miły Pan machał, bo nie zabrałam farby ze sklepu. Maniek wrócił z misji,  oświadczając, że farbę wzięłam ze sobą na 100 % ,bo  przeszukali wszystko w sklepie, łącznie z tym, że chłopaki oglądali sobie film z monitoringu, mając przy tym niezły ubaw i wychodziłam z farbą na bank. Miły Pan sam wszystko taszczył, a ja jedynie te puszeczkę farby.  Wróciłam sama do tego sklepu, kupiłam ponownie puszeczkę farby, przypominając się Panu. Nagle Pana oświeciło, i przypomniał sobie, że do mnie machał, nie nie dlatego, że byłam taka fajna, tylko że postawiłam te puszkę farby na dachu samochodu i tak odjechałam …  W drodze powrotnej do domu, jechałam tą samą trasą, tym razem na rowerze i szukałam niebieskiej plamy. Cóż, co w rodzinie to nie zginie. Mańkowi kupowałam 5 lat z rzędu okulary przeciwsłoneczne  w lipcu na urodziny, bo regularnie zostawiał je na dachu samochodu i odjeżdżał, łącznie z tym że je przejeżdżał i zastanawiał się co tak chrupnęło.  W każdym bądź razie za drugim podejściem do farby okna pomalowałam, drzwi również, a że Miśkowi też ostatnio nie poszło w życiu, to dokupił białej farby i odmalował altanę z zewnątrz. Teraz mamy plany odmalować wszystko co się da w ogrodzie. Może  i nam nie poszło prywatnie, ze to mamy ładny ogród.

Żeby nie być gołosłowną pokażę Wam ja to wyglądało.

Tak wyglądała altanka przed.

Na tym etapie dołączył Misiek. W sumie ja pomalowałam tylko jedno okno (to oklejone) i drzwi. Wybrałam kolor, który się nazywa „Bezchmurne niebo” firmy Altax , ale wybrałam ten kolor ze względów praktycznych. Podobno w Grecji maluje się na ten kolor ona i drzwi bo muchy odstrasza, cóż na polskie muchy to nie działa.

To okno malował Misiek, widać bo nie chciało mu się oklejać szyb, na szczęście ta farba jest łatwa do usunięcia z takich powierzchni, a przynajmniej tak mówił Misiek, kiedy ją skrobał 😉

Piękny ten niebieski kolor, ciekawe w gdzie spadła mi ta puszka…

Mamy jeszcze dużo spraw do poukładania i na szczęście dużo farby w zapasie, takie malowanie to forma medytacji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.