Taka sytuacja

„Pani Hazel i klub Rosy Parks”. Jonathan Odell

pani-hazel-i-klub-rosy-parks-b-iext30168223

Po „Chłopcach” Saramonowicza przeczytałam książkę z zupełniej innej bajki. Mimo ponad 500 stron przeczytałam ją w dwa dni, wykorzystując każdą wolna chwilę pomiędzy pieczeniem ciastek, ciast, porządkowaniu ogrodu, sprzątaniu, prasowaniu itd.  Podejrzewa, że gdybym miała cały dzień wolny, to przeczytałam bym ją za jednym zamachem. Jak się można domyślić jestem zachwycona lekturą.

Jak można przeczytać na okładkach książki, opowieść oparta jest w latach ’50 XX wieku, na południu Ameryki, a czasach obłędu rasowej segregacji. Jest podobna klimatem o „Służących” (oglądałam tylko film) i opowiada i kobietach, które podejmują walkę z systemem. Jak już mnie znacie, nie będę opowiadała o czym książka jest, bo chcę Was zachęcić, do czytania. Smaczku tej powieści nadaje fakt, że jej autor  dorastał właśnie w tych czasach i całą powieść oparł na własnych doświadczeniach. Dwie główne bohaterki są wzorowane na jego mamie i opiekunce. Początkowo ta książka miała być pewną formą zemsty właśnie na tych dwóch kobietach, ale pisząc ją Odell zrozumiał co nimi kierowało, i zamiast  czarnych charakterów nakreślił obraz dwóch dzielnych kobiet, które obie połączyła strata dziecka, segregacja społeczna i upadek. Piękna, zaskakująca wielkokrotnie powieść, aż dziwne że tak piękną powieść o kobietach napisał mężczyzna.

Książka w skali 0-10 otrzymuje ode mnie 9, ale tylko dlatego, że tak szybko się skończyła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.