KUCHNIA

Wariacja na temat taskiej zupy ze szparagami

Już nie raz opowiadałam Wam jak to u mnie wygląda. Moje rodzina lubi tradycyjne dania, żadnych nowości, więc lekko ze mna nie mają, bo cały czas kombinuję. Jak mój mąż słyszy,  że dziś orient będzie, to aż mu się usta wąskie robią i burczy tylko „aaaaa-ha”. Na hasło zupa tajska to aż oczami przewrócił, no tak źle to jeszcze nie było, a w międzyczasie zaczełam jeszcze tofu wędzone podsmażać.  Mówię Wam, dramat, naprawdę widziałam, jak sie w nim gotuje, bo On tu zmęczony z ogrodu wrócił, zjadłby coś normalnego, a ja mu po tajsku wyjeżdzam. Bidulek.

Zawchwycona efektem swojej pracy nałożyłam sobie porcję, szykuję dla niego i zachęcam, żeby chociaż spróbował. Dał się skusić dla świętego spokoju, bo już kapanki sobie zaczął szykować, ale   stwierdził, że będzie  jednak jadł. Jak już wyłowił ostentacyjnie liście kafiru, to stwierdził, że zupa jest pyszna i dołożył sobie jeszcze jedną porcję. Tak to ja już z nimi mam. Za każdym razem, no chyba że jest drożdżówka, wtedy może być nawet wegańska 😉

Tak przy okazji to chcę Wam przybliżyć liście kafiru, bo to bardzo ciekawy dodatek w kuchni, zwłaszcza wegetarian i vegan. Kafir to tajska odmiana limonki. Jednak pod tą nazwą częściej odnajdziemy nie owoc, a chętnie wykorzystywane w kuchni liście. Nadają one niepowtarzalnego aromatu potrawom wegetariańskim. Aromat liści kafiru można porównywać do połączenia cytryny, limonki i mandarynki, jednak ma w sobie coś charakterystycznego i niepowtarzalnego. Wielu smakoszy kuchni roślinnej uważa go za tak unikalny, że nie daje się niczym zastąpić. Nadają się nawet do deserów i koktajli z syropem cukrowym. Wystarczy tylko pozostawić na noc cukier z dodatkiem liści kafiru, aby wchłonął aromat.Szczególnie nadaje się do tego ryż jaśminowy, idealnie wchłonie aromat, a wegetariańskie danie nabierze zupełnie innego charakteru. Liście kafiru dobrze odnajdują się w daniach warzywnych z dodatkiem bazylii, kardamonu, chili, kuminu, imbiru, trawy cytrynowej, kurkumy i mięty, a przede wszystkim – mleka kokosowego.

Najważniejsze, to że zupa jest pyszna, wiadomo! Jest łagodna w smaku, lekko kwaskowata ale w odświerząjąca nutę, więc dobra nawet gdy jest ciepło.  W zlażności od tego jakiej mieszanki przypraw użyjecie to taki przybierze kolor, moja wyszła śliczna różowa bo dodała Tandori masala, gdzie dominuje słodka papryka. Każda masala/curry się tu sprawdzi, użyjcie Waszej ulubionej.

Składniki na 4-6 porcji:

około 500 g batata (jeżeli akurat nie masz, lub nie lubisz to użyj pół ma pół marchewki i zwykłych ziemniaków)

pęczek około 500 g szparagów

kilka liści kafiru (od biedy trawa cytrynowa)

sok z jednej cytryny

puszka (400 ml mleka kokosowego)

łyżka ububionej mieszanki przypraw

 

Dobrej jakości suszone liście kafiru powinny być zielone. Tym razem udało mi sie kupić je naprawdę dobrej jakości, niepokruszone i cudnie zielone. Kupiłam je w  swoim ulubonym sklepie on line, gdzie zaopatruję się we wszelkie „wynalazki” jak to mój mąż określa ETNOBAZAR,  a kafir znajdziecie dokładnie tu : SUSZONE-LISCIE-LIMONKI-KAFFIR.

Po otwarciu opakowania, przełożyłam listki do słoika i tak je właście zawsze przechowuję, dzięki temu zachowują swoją świeżość.

Przygotowanie zupy:

W dużym garnku podgrzej olej, wrzuć przyprawy i podsmaż przez kilka sekund. Dodaj obrane i pokrojone w kostkę  (1-2 cm ) warzywa, oraz liście kafiru.

W międzyczasie zblenduj całą zawartośc puszki z mlekiem kokosowym z sokiem  cytrynowym i kolendrą.  Gdy już warzywa będzą wystarczająco miękkie dodaj cały sos do gotującej się zupy. Wymieszaj i gotuj jeszcze 2-3 minuty na maleńkim ogniu.

Podaj np. z podsmażonym tofu lub makaronem ryżowym.

Smacznego!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.